forum-0666506036_Easy-Resize.com

Wojna informacyjna trwa od lat – Jak Rosja wykorzystuje słabość zachodu?

Internet od swoich początków był przestrzenią wolności słowa, dającą praktycznie nieograniczone możliwości komunikacji. Wraz z jego rozwojem pojawiły się zarówno szanse, jak i zagrożenia. Wspomniane zagrożenia widać bardzo wyraźnie przy obecnej wojnie informacyjnej między światem zachodu a rosyjską propagandą. Wojna ta toczy się głównie w mediach społecznościowych, a Kreml sieje dezinformacje w skali do tej pory niespotykanej.


Co prawda, wraz z rosnącym zagrożeniem, powstają oddolne inicjatywy użytkowników mające na celu weryfikacje publikowanych w sieci informacji. To jednak nie wystarczy. Powstaje więc pytanie czy należałoby stworzyć krajowy lub raczej europejski system, który skutecznie walczyłby z dezinformacją w sieci? Czy to wogóle jest możliwe? Kwestie komplikuje też aspekt wolności słowa w Internecie. Dużym wyzwaniem będzie wyznaczenie granicy między wolnością wypowiedzi a walką z dezinformacją. W wielu krajach pojawiają się różne pomysły kontroli przepływu informacji w Internecie. Obecnie wydaje się ona koniecznością, ale z pewnością jej granice powinna wyznaczać jedna, niezależna strona trzecia. Przed podejmowaniem szerszych działań w tym zakresie, konieczna jest szeroka dyskusja o wpływie takiej kontroli na prawa człowieka i wolność słowa oraz jak taka kontrola może pomóc i jakie są jej potencjalne wady. Społeczność międzynarodowa, wydaje się być już pogodzona z zapoczątkowaną tuż po atakach na World Trade Center 11 września 2001 roku szerszą penetracją przestrzeni internetowej poprzez przez służby wywiadowcze na całym świecie. Opinia publiczna wielu krajów zaakceptowała konieczność podjęcia tych działań na rzecz skuteczniejszych działań antyterrorystycznych.


UŻYTKOWNICY NA SPRZEDAŻ

To nie rozwiązuje jednak problemu walki z dezinformacją. Platformy takie jak Facebook, Instagram czy TikTok, zaczęły gromadzić coraz więcej danych na temat swoich użytkowników, zyskując tym samym ogromny wpływ na ich zachowania i dostęp obywateli do informacji. Doprowadziło to do momentu w którym korporacje społecznościowe mogą swobodnie manipulować zachowaniem użytkowników i wpływać na ich opinie. To ogromne zagrożenie dla demokracji. Oprócz zbierania dużej ilości danych użytkowników, giganci mediów społecznościowych opracowują coraz bardziej wyrafinowane algorytmy sztucznej inteligencji do analizy naszego zachowania w sieci. Nie chodzi już więc o komunikację, ale bardziej o prowokowanie reakcji użytkowników w celu osiągnięcia zysku.

Ten mechanizm powoduje wiele patologii. Nastawione na zysk korporacje technologiczne wybierają treści zgodnie ze swoimi celami biznesowymi i nie kierują się bezpieczeństwem użytkowników. Algorytmy sztucznej inteligencji, wykorzystywane przez platformy mediów społecznościowych, są nastawione na inicjowanie jak najdłuższej interakcji z użytkownikami. W konsekwencji głównym „produktem” sprzedawanym przez firmy społecznościowe jest nasza uwaga. Głównie z tego powodu egzekwowanie bezpieczeństwa informacyjnego użytkowników nie może być całkowicie pozostawione w rękach korporacji technologicznych. Ponieważ liczy się tylko wywołanie reakcji użytkownika, prawdziwość treści schodzi na dalszy plan. W rezultacie wiele organizacji wykorzystuje media społecznościowe do rozpowszechniania dezinformacji, w wyniku czego „fałszywe wiadomości” stały się dzisiaj problemem globalnym.

Inwazja Rosji na Ukrainie i wojna cybernetyczna z tym związana tylko wzmacnia to zjawisko. Jest to najbardziej zauważalne w sferze polityki. W ciągu trzech miesięcy od wyborów w USA w 2016 r. szacunki wskazywały, że fałszywe wiadomości faworyzujące Donalda Trumpa były udostępniane na Facebooku około 30 milionów razy, podczas gdy te faworyzujące Hilary Clinton – około 8 milionów razy. Takie działania realnie wpływają na decyzje wyborcze obywateli i powodują znaczące anomalie w mechanizmach demokratycznych wielu krajów.


ZACHÓD ZOSTAJE W TYLE?
Bardzo wyraźnie wykorzystuje to obecnie także aparat rosyjskiego państwa, szerząc propagandę i dezinformację w związku z agresją Rosji na Ukrainę. Jak poinformował Instytut Badania Internetu i Mediów Społecznościowych według stanu z trzeciego marca 2022, dokonano ponad 120 tys. prób dezinformacji w ciągu zaledwie 24 godzin w polskim internecie. Oznacza to wzrost o 20 tysięcy procent względem 1 lutego. Nie bądźmy naiwni. Nawet po zakończeniu działań zbrojnych w Ukrainie ataki rosyjskiej propagandy będą trwać i próby destabilizacji zachodnich społeczeństw oraz siania niepokojów zaczną przybierać na sile. Powołanie państwowych a także międzynarodowych instytucji mających na celi ochronę i walkę z taką dezinformacją, staje się więc koniecznością i obowiązkiem elit politycznych. Polski rząd jak i Unia Europejska powinny podjąć działania w tym zakresie już teraz. Fakt, że nic konkretnego w tej kwestii się nie dzieje, wskazuje na znaczącą słabość krajów zachodu w tej sferze.

Share this post

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

W celu zachowania najwyższej jakości usług wykorzystujemy informacje przechowywane w plikach cookies. Sprawdź naszą politykę prywatności.